O autorze
Poseł na Sejm III i IV kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego, były rzecznik prasowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Zabójstwo Papały a Smoleńsk

Fot. Sławomir Kamiński, Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta
Wiadomości, które dotarły do nas dzisiaj na temat zabójstwa Marka Papały muszą budzić grozę. Nasze państwo w sprawie zamordowania komendanta głównego policji dało się wodzić za nos zwykłemu bandycie. Działo się to pod rządami wszystkich możliwych opcji politycznych AWS, SLD, PiS i PO. Wszyscy, w tym piszący te słowa, głęboko uwierzyli, że tak szokująca sprawa jak zabójstwo generała policji musi mieć głębsze dno.

W czasie gdy wydarzyła się ta tragedia bylem posłem na Sejm, potem pełniłem kilka ważnych funkcji w naszej polityce i o zabójstwie Papały nasłuchałem się, i to od wiarygodnych rozmówców tylu teorii, że dałoby radę zapełnić nimi kilka sezonów dobrego telewizyjnego serialu. A teraz okazuje się, że mimo ogromnych środków zaangażowanych w wyjaśnienie tej zbrodni, jej geneza była, jeśli można w tym kontekście użyć tego słowa, banalna. Była tak banalna, że nikt nie ośmielił się wziąć jej pod uwagę. Przecież szef policji dużego europejskiego kraju nie może zginąć tak po prostu. Muszą za tym stać albo gangsterskie porachunki, albo gry wywiadów albo przynajmniej, co przecież sugerowano, jakaś melodramatyczna historia.



Jeśli to co usłyszeliśmy okaże się prawdą, Marek Papała zginął, bo miał strasznego pecha być w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. W niczym nie ujmuje to ani tragizmowi jego śmierci, ani w żadnym stopniu nie osłabia wszystkich słów, które padły pod jego adresem, opiewających świetnego oficera, człowieka walczącego z przestępczością. Człowieka, który będąc świadkiem przestępstwa chciał zareagować jak przystało policjantowi i oficerowi i zapłacił za to straszną, najwyższą cenę.

Pisze o tym, bo analogia z szaleństwem, które ogarnęło Polskę po Smoleńsku wydaje się uderzająca. Ogrom tragedii związany z upadkiem prezydenckiego Tupolewa wydaje się tak duży, że trudno niektórym uwierzyć, iż jego przyczyny mogą być szokująco banalne.

Polski bałagan, rosyjski bałagan i niesłychanie niekorzystny zbieg okoliczności, tak moim zdaniem brzmi wyjaśnienie tego, co stało się 10 kwietnia. W niczym nie umniejsza to oceny ofiary, którą ponieśli przywódcy naszego państwa, lecący by upamiętnić jedną z największych tragedii narodowej historii. W niczym nie zmniejsza to odpowiedzialności tych urzędników państwa polskiego, którzy zawiedli przed i po tragedii smoleńskiej.

Zamiast jednak w obliczu tragedii koncentrować się, nawet ze szlachetnych pobudek, na teoriach spiskowych, warto zająć się tym, co jak sądzę przede wszystkim łączy śmierć Papały i niemożność jej wyjaśnienia z tym, co wydarzyło się pod Smoleńskiem. To dramatyczna słabość naszego państwa. I dramatyczna słabość naszej elity, by państwu temu skutecznie przewodzić.
Trwa ładowanie komentarzy...